|
MISTRZOWIE I ADEPCI Agnieszka Gąsierkiewicz, Ryszard Gąsierkiewicz Drogi i bezdroża w poszukiwaniu mistrza duchowego Zjawiska niecodzienne, rzadko spotykane, budzą z reguły zaciekawienie i niedowierzanie. Budzą także opór i negację, stanowią bowiem poprzez swą nieprzewidywalność zagrożenie dla stabilnej, codziennej egzystencji, opartej na zasadach porządkujących funkcjonowanie w stadzie. Zjawiska takie prowokują do zadawania niewygodnych pytań, a niemożność uzyskania na nie zadowalających odpowiedzi czyni rzecz całą jeszcze bardziej mroczną, dla niektórych tym bardziej wartą pożądania. Obszar ten bada, rozwijająca się na pograniczu nauki i magii, psychotronika, często nazywana nie do końca prawidłowo i słusznie parapsychologią, ezoteryką czy okultyzmem. W uprawianiu psychotroniki biorą udział trzy komponenty - słuchacze, wiedza i nauczyciele.  Słów kilka o fizjologii przemiany u adepta... By powstało nowe, umrzeć musi stare. Słuchacze, zwani uczenie adeptami, stanowią początek łańcucha pokarmowego i już na początku podlegają normalnemu procesowi trawienia, w którym pokarm rozdrobniony podlega dalszej obróbce, by przekształcić się w nową jakość. Tym, co ich rozdrabnia, a potem popycha ku transformacji, jest mistrz duchowy, przewodnik astralny, łącznik międzygalaktyczny. W procesie trawienia nie wszystek pokarm przekształca się w nową jakość. Jeżeli układ trawienny szwankuje, pokarm zalega, by potem być wydalonym bezpowrotnie. Zdarza się też, że przyśpieszone i niezgodne z naturalnym rytmem tempo trawienia powoduje swoistą sraczkę duchową. Organizm po takim zabiegu długo musi regenerować swoje siły. O tym jak pewien Wania szukał szczęścia. Stąd tak ważna jest rola mistrza. Niektórych (a tych niektórych jest bardzo wielu) "okultność" wciąga "bez reszty w swą przepastną toń". By potem brutalnie wydalić na bruk. Ci, którzy słuchali kiedyś Włodzimierza Wysockiego, być może pamiętają, co uczyniła pewna tancerka - podrywaczka z poematu o Wani. Ów poszukujący wrażeń poczciwiec dla tancerki rzeczonej najpierw porzucił Marusię, potem pławił się w rozpuście kulinarnej i żarł co noc z tancerką "ostrygi i w trzech smakach drób", w efekcie zaś został sam i porzucony. Ze szczęśliwego snu obudził się z ręką w nocniku, z przerażeniem spostrzegając, że oto wokół pusto, a w dodatku stoi na cienkiej linie nad czeluścią i nikt mu ręki podać nie chce, bo w międzyczasie jego wierna i stała w uczuciach Marusia uschła z żalu. To bardzo ezoteryczna opowieść. Dotyczy inicjacji i drogi, wyborów i konsekwencji. Adept oddziela się od przywiązań dotychczasowych - tak jak Wania od Marusi. Porzuca umiarkowany styl życia - by pójść za oszałamiającą IDEĄ. Niezależnie, czy pociągnie nas tancerka, czy też ujmie nas Mistrz Duchowy, nasza podróż u swego kresu ma mistyczne dogorywanie. Samotność i przerażenie wydanego na pastwę wrogiego i obojętnego absolutu Wani to nic innego, jak zapowiedź znanej wtajemniczonym, swoistej "śmierci mistycznej". O mistrzach pachnących. Że naciągane, powiecie, przecież to utwór o ludziach przyziemnych i dodatkowo wrogich ideowo. Nas to nie dotyczy, nasze wybory są klarowne moralnie, a nasi mistrzowie duchowi są pełni charyzmy i powabu, noszą się dostojnie, w rozpuście się nie nurzają, ba - w ogóle są abstynentami alkoholowymi i seksualnymi, bo wiedzą, że ich energia potrzebna jest ludzkości. Nigdy nikogo nie przeżuwają, ba, nie porzucają nikogo w połowie drogi i choć im ciężko niekiedy, wloką swoje taczki pełne wiernych, póki starczy sił. Ależ tak, ależ tak, odpowiem. Powiem więcej nawet - niektórzy bardzo ładnie pachną, a niektórzy wręcz swoim zapachem powalają na kolana, co związane jest z kondensacją swoistej energii subtelnej, gromadzącej się blisko ciała fizycznego, w jego sferze eterycznej. Problem wyboru drogi i tym samym przewodników pozostaje. Czego pragnie adept? Co zatem sprawia, że korzystamy z tej, a nie z innej drogi, co decyduje o wyborze przewodnika? Wbrew pozorom, nie jego zalety, ale nasze oczekiwania określonych korzyści. Nie łudźmy się bowiem, nikt nie wybiera niczego dla zalet. O zaletach wszyscy wiedzą, jednak nie wszyscy przecież dokonują tych samych wyborów. Z jakiego powodu magiczna aura jednego przyciąga niektórych, a innych odstręcza? Czy to złe moce sprzysięgły się przeciw sprawiedliwym, czy to czarną magią zawistni usiłują zasłonić przed oczami potrzebujących jedynie słuszne, tryskające wiedzą ostateczną krynice? Pewną odpowiedź daje psychologia, która w tym miejscu spotyka się z "magią". Mistrz, choćby z tych najpiękniej pachnących, nie przeskoczy pewnej konstrukcji. Jest nią budowla w duszy każdego adepta, każda inna, choć wszystkie one wystawione są zgodnie z pewnymi regułami. Jest to budowla, na którą składają się nasze ludzkie potrzeby. Adept zamieszkuje w danym momencie określony poziom; przebywa w piwnicy, na parterze, na piętrze lub siedzi na dachu i macha nogami. Koncept ten pół wieku temu opisał amerykański psycholog Abraham Maslow. Swój pomysł nazwał piramidą potrzeb. Określił pięć grup potrzeb każdego z nas. Potrzeby te ułożone są w określonej kolejności; najpierw muszą zostać zaspokojone podstawowe, by w kolejnym etapie pojawiło się miejsce do realizacji potrzeb bardziej subtelnych. W kolejności, idąc od dołu, czyli od piwnicy naszej budowli, są to potrzeby; fizjologiczne (oddychanie, jedzenie, picie, sen, potrzeby seksualne), bezpieczeństwa (bezpieczeństwo dla ciała, zabezpieczenie finansowe, zdrowie, ogólne powodzenie, oparcie w rodzinie), przynależności (przyjaźń, więzi rodzinne, intymność seksualna), uznania (samoocena, poczucie naszych osiągnięć, respekt) oraz potrzeba samorealizacji (etyka, twórczość, rozwój duchowy). Dach nie utrzyma się bez fundamentów. Gdy mamy braki w podstawowym poczuciu bezpieczeństwa, a nasze aspiracje dotyczą rozwoju wyższych rewirów jaźni, to choćby otaczał nas krąg najsubtelniej pachnących mistrzów, cel nasz ma raczej wątłe szanse na realizację. Oczywiście zdarzają się wyjątki, przykładem jest ojciec Kolbe. Ale bądźmy szczerzy, nie każdy z nas święty. U mistrza adept szuka tego, czego mu brakuje. Sęp czy Anioł? Adept jako ten koń - jaki jest, każdy widzi. Przychodzi ze swoimi mniej (zwykle) lub bardziej subtelnymi potrzebami. I teraz kwestia najważniejsza. Czego potrzebuje mistrz? Czyli innymi słowy, na jakim poziomie rozwoju ów się znajduje. Mistrz też człowiek. I sztuka cała, by adept rozpoznał, jak też wygląda budowla potrzeb u TEGO, KTÓRY WIE. Czy to gotycka katedra, co przetrwa stulecia, czy to pałac ozdobny upszczony ornamentami, czy chałupina, co się wali, czy też kampibus, co choć elegancki i komfortowy, osadzenia nijakiego nie posiada i byle wiatr może go popchnąć. Mistrz często również szuka u adepta tego, czego mu brakuje. Przypomnijmy sobie piramidę potrzeb poczciwego Maslowa i popatrzmy na naszych mistrzów. Jak więc znaleźć tego właściwego? Jak rozpoznać? Nikt za nas tego nie uczyni. Proponuję tylko kilka refleksji. Mistrz właściwy jest uczciwy wobec własnych potrzeb. Wie, czego sam potrzebuje i świadomie decyduje, jak te potrzeby zaspokoić. Mistrz właściwy w imię idei wyższej nie gromadzi tłumu wielbicieli, by czuć się potrzebny i doceniony. Nie korzysta (również li tylko z powodów duchowych) z uroków cielesnych płci przeciwnej lub tożsamej, jakkolwiek być może trafnie taką właśnie potrzebę rozpoznaje u swojego adepta lub adeptki. Mistrz właściwy nie robi zbyt wiele "za darmo", bo im ktoś więcej daje, tym więcej od nas chce. Mistrz po prosu może żyć bez adepta. Bo gdy zaczyna być od niego w jakikolwiek sposób zależny, przestaje być mistrzem. A przede wszystkim mistrz nie prowadzi adepta za rękę (czyli nie mówi: "to droga jedynie słuszna, rób tak i tak."), bo do tego zadania, do pewnego przynajmniej momentu, prawo mają tylko nasi rodzice. Jak im się to nie powiedzie, próbujemy ten deficyt załatać przy pomocy mistrza. Nic z tego. Czas niewinności już minął. Gdy porzucamy uroki dzieciństwa, bezpowrotnie mija czas prowadzenia za rękę. Gdy korzystamy z takiej oferty, nic to złego. Po prostu jesteśmy jako te dzieci. Ale nie nazywajmy tego rozwojem duchowym... |